Selfie, Instafood, Ice Bucket Challenge…

czyli obciach w słusznej sprawie

Irytują cię selfies? Zastanawiasz się, co za dureń uważa, że kogokolwiek interesuje to, co ma na talerzu? Drażnią cię kolesie fotografujący się (prawie) nago w łazience na siłowni? Za kretyński uważasz pomysł oblewania się lodowatą wodą? Prywatnie możesz sobie myśleć, co ci się żywnie podoba. W końcu to nadal wolny kraj. Jeśli jednak jesteś marketingowcem, […]

selfie3

Irytują cię selfies? Zastanawiasz się, co za dureń uważa, że kogokolwiek interesuje to, co ma na talerzu? Drażnią cię kolesie fotografujący się (prawie) nago w łazience na siłowni? Za kretyński uważasz pomysł oblewania się lodowatą wodą? Prywatnie możesz sobie myśleć, co ci się żywnie podoba. W końcu to nadal wolny kraj. Jeśli jednak jesteś marketingowcem, PRowcem czy innym specem od komunikacji i brandingu to pamiętaj – Bucki mówi:

Nie oceniaj, wykorzystaj!

Ok, wyszło dwuznacznie, a tak być nie miało – chodzi o to, aby każdy trend, który staje się masowym, wpleść w miarę możliwości w swoje działania. Jeśli chodzi o memy, to nazywa się to memejacking (pisałem o tym tu), w przypadku wiadomości mówimy o newsjacking. Tak czy inaczej – chodzi o „porwanie” jakiegoś trendu, kontentu czy zjawiska i dostosowanie go do swoich celów. Nawet jeśli trend sami oceniamy jako równie głupi, co wypowiedzi bohaterów „Miłości na bogato”. Tak to bywa w mediach społecznościowych, że większość nie tworzy trendów z cytowania Joyce’a i nie rozprawia w memach o filozofii złotego środka Arystotelesa. Jak to jednak mówią za wielką wodą – When life gives you lemons, make lemonade.

selfies2

No makeup selfie

W 2013 ‚selfie’ stało się według Oxford Meridiam słowem roku. Nie będę się rozpisywał o samej anatomii dobrej selfie, ani o tym, jak dzięki tym pozornie idiotycznym zdjęciom budujemy “ja odzwierciedlone”, bo o tym już mówiłem w Newsweeku. Opowiem wam za to, jak sensownie można wykorzystać ten skądinąd uroczy wyraz narcyzmu naszych czasów. I to wykorzystać w walce o większą świadomość na temat raka. #nomakeupselfies i #cancerawareness to dwa hashtagi, którymi oznaczano zdjęcia wykonane (ponoć) bez makijażu. Gwiazdy przyłączyły się bez oporów. Pewnie nie tylko dlatego, że ich szczodre datki mogły wspierać wybrane fundacje. Dla nich samych to także okazja do pokazania ludzkiej twarzy. Okazja do brandingu a’la mode w nurcie social PR, w którym ma się kontrolę nad prywatnym wizerunkiem. Jak wiemy, niektórym wychodzi to całkiem nieźle. W przypadku innych mówimy: „ciszej nad tą trumną”. Tak czy inaczej wykorzystanie akurat selfies w tak słusznej sprawie było krokiem dobrym, bo akurat takie zdjęcia to już 68% wszystkich zdjęć na Instagramie.

selfie8

Instafood w słusznej sprawie

68% to selfies, a prawie cała reszta – to jedzenie. Artystyczne zdjęcia jajecznicy, kawy, chleba z masłem i czego sobie tam stryjenka życzy. Sam robię, bo lubię się pochwalić, jaki ze mnie dobry kucharz i jak dobrze jem. Gdyby aplikacja Feedie była dostępna w Polsce (razem z serwisem wethefeedies.com) i gdybym jadał w restauracjach częściej, to każdym zdjęciem mógłbym nakarmić potrzebujących. Jak to działa? Za pomocą wspomnianej aplikacji Feedie możesz zrobić zdjęcie swojego śniadania, obiadu czy zwykłej kanapki, dodać kolorowe filtry i opublikować w swoich sieciach społecznościowych. Zupełnie tak samo jak na Instagramie. Wystarczy tylko parę kliknięć, a dalej dobro dzieje się samo. Restauracja czy knajpa, w której jesz swój posiłek i robisz mu zdjęcia (pod warunkiem, że jest zarejestrowana na wethefeedies.com) przeznaczy określoną kwotę na organizację Lunchbox Fund, dostarczającej posiłki dla najmłodszych w Afryce Południowej. Ta kwota to 25 centów od każdego zamówienia, czyli w przybliżeniu tyle, ile potrzeba na zrobienie pożywnego obiadu dla jednego dziecka. I znowu mamy sytuację win win – restauracja pokazuje, jaka jest dobra i fajna i świadoma. Ty wybierasz tę restaurację, bo jest fajna, dobra i świadoma, więc restauracja ma klientów, a dzieciaki mają obiad. Swoją drogą, to ciekawe, że za moją kawę w Starbucksie można by zrobić 16 obiadów…

seflie5

Kubeł zimnej wody

Jakiś czas temu w Polsce celebryci oblewali się zwykłą wodą i coś bredzili o kolacji. Teraz przyszła pora na coś mocniejszego i chyba ważniejszego niż kolacja. Wygląda na to, że ci bardziej świadomi będą musieli się oblewać raz jeszcze – tym razem kubłem z lodowatą wodą. W USA zaczęło się w Kalifornii. Moim skromnym zdaniem to zerowe wyzwanie, bo obecnie są tam takie upały, że Ice Bucket powinien być traktowany jako nagroda. Tak czy inaczej - ALS Ice Bucket Challenge przekroczył granice USA i podbija świat. Gwiazdy (i nie tylko) oblewają się lodowatą wodą i rzucają sobie wzajemnie wyzwania. I znowu, byłoby to pewnie równie doniosłe, jak wpisy Joli Rutowicz na facebooku, gdyby nie to, że cała akcja wspiera bardzo szczytny cel, więc kubeł zimnej wody w słusznej sprawie nie jest aż tak zimny. ALS to stwardnienie zanikowe boczne, nieuleczalna postępująca choroba, która atakuje komórki rogów przednich rdzenia kręgowego. Choroba pojawia się głównie w 6. i 7. dekadzie życia, częściej u mężczyzn. Więc prócz poświęcenia z faktu oblania, dodatkowo trzeba przeznaczyć pieniądze na fundację. Wielcy tego świata to robią, zrób i ty. Co prawda w sieci krążą już też urocze filmiki z Ice Bucket Challenge gone wrong (czyli takimi, gdzie coś nie poszło), ale to i tak naprawdę super akcja. I trzeba przyznać, że znowu wszyscy wygrywają. Nawet politycy, bo oni też mogą się pokazać z lepszej niż zazwyczaj strony.

selfie6

Cock in a sock

Zdjęcia nagich kolesi przed lustrem w łazience z penisem w skarpetce? Serio? No tak – jeśli na Instagramie czegoś nie było, to na pewno będzie. Oczywiście w ramach polityki i regulaminu tego społecznościowego giganta. Nagość całkowita odpada, więc skarpeta musi być. No i za hashtagiem #cockinasock też musi się kryć coś więcej niż tylko chęć podniecania innych widokiem swojego fajnego (skądinąd) ciała. W przypadku cock in a sock chodziło o raka jąder. Podobny schemat, chociaż poza datkami równie istotne było też po prostu “ogarnięcie” tematu i oswojenie go. Co jak co, ale o raku nie lubimy myśleć i rozmawiać. A akurat rak jąder pojawia się u coraz młodszych facetów, więc uświadamianie jest jak najbardziej na miejscu. Dodatkowo panie (i pewnie niektórzy panowie) mogli sobie dzięki tej akcji popatrzeć na fajne towary.

selfie4

Selfless selfie

Pamiętasz słynne oskarowe selfie Ellen? Tak, dokładnie to, które zablokowało Instagrama. Samsung co prawda oberwał za bezczelny product placement (potem okazało się, że za kulisami Ellen i tak uzywa iPhone’a), ale szybko się zreflektował i rozegrał akcję genialnie. Za każdy retweet przekazał 1 dolara na cele charytatywne. A że tych było bardzo dużo, to uzbierały się 3 miliony dolarów, z czego połowę otrzymał ośrodek badawczy St. Jude Children’s Research Hospital, a drugą połowę Humane Society of the United States.

selfie7

Frendsie

U nas na razie brak jakichś spektakularnych akcji – przynajmniej tych z wykorzystaniem trendów z mediów społecznościowych. Milka coś tam sobie robi w temacie uśmiechania się i bycia dla siebie miłymi, a marka Sommersby zachęca do wspólnej zabawy i zamiast robienia sobie selfie, stawia na frendsie. W tych akcjach brakuje jednak komponentu Cause Marketingu, czyli „czynienia dobra”. Jak słusznie zauważa psycholog społeczny Jonathan Haidt, uczucie uwznioślenia, którego doznaje człowiek, który zrobił coś dobrego jest bardzo silnym motywatorem. I dobrze wpływa na nasz mózg. Po prostu, kiedy czynimy coś dobrego, to czujemy się lepiej. Szczególnie, kiedy przy okazji możemy pokazać, co zjedliśmy, jak świetnie wyglądamy nago z penisem w skarpetce czy bez makijażu.

selfie1