Quo vadis e-commerce?

Dokąd zmierza polski e-commerce? Czy grozi nam zniewoleniem i pełną kontrolą zakupów? Jak jest dziś, a jak będzie za 40 lat?

Jest rok 2054, handel w internecie od dziesięcioleci nie jest już trendem, ale po prostu naturalnym sposobem na robienie zakupów. Nie ma już pojęcia „tradycyjny sklep”, producenci i dystrybutorzy nadal skupiają się wokół galerii handlowych, ale nie sprzedają w nich żadnych produktów, tylko je prezentują. Towar macany należy do macanta Galerie to prawdziwa mekka „macantów” […]

tightrope_sharks

Jest rok 2054, handel w internecie od dziesięcioleci nie jest już trendem, ale po prostu naturalnym sposobem na robienie zakupów. Nie ma już pojęcia „tradycyjny sklep”, producenci i dystrybutorzy nadal skupiają się wokół galerii handlowych, ale nie sprzedają w nich żadnych produktów, tylko je prezentują.

Towar macany należy do macanta

Galerie to prawdziwa mekka „macantów” (grupa społeczna, której początki sięgają znanych u progu XXI wieku hipsterów, swoimi korzeniami ideologicznymi sięgająca do lat 80. XX wieku. Jej członkowie w ramach dorocznych happeningów organizują specjalne kolejki, w których godzinami stoją, symulując oczekiwanie na tradycyjny zakup, czym głoszą pochwałę rozwagi i tryumf kolektywu nad indywidualizmem). Płatności za zakupy odbywają się automatycznie i kwota za zamówiony towar pobierana jest z wolnych środków na koncie kupującego. W przypadku braku środków w odpowiedniej wysokości można zadecydować, czy kwota ma zostać zdjęta z najbliższych wpływów, czy zakup ma być warunkowo wstrzymany.

kolejka tłok prl

Samodzielny system zakupowy (SSZ) zaprezentowany po raz pierwszy w 2030 roku przez polskich inżynierów inteligentnie podpowiada produkty, które musimy nabyć. Zakupy dopasowuje według zmiennych środowiskowych życia. Kiedy przydarza nam się przeziębienie, uzupełnia nasze zapasy według specjalnej diety, kiedy nadchodzi zima, decyduje o zużyciu opon i sam podejmuje decyzje o ewentualnym zakupie nowych. System jest implementowany w zegarkach, telefonach, telewizorach, lodówkach, mikrofalówkach, pralkach, garażach. Przypomina o sobotnim grillu i proponuje ‘ekstra oferty’, które akceptujemy jednym kliknięciem. Odróżnia, czy kupujemy prezent dziecku, czy teściowej i sam podpowiada najlepsze rozwiązania. Zaraz, zaraz… to jakiś koszmar.

Uśmiechnij się, jesteś w 2014

No to zejdźmy na ziemię. Jest 2014 rok, największy polski serwis e-commerce za kilka miesięcy będzie świętował 15 urodziny. Coroczne wzrosty ogólnej wartości rynku sprzedaży internetowej napawają optymizmem. Pierwsze szacunki mówiące o tym, że rok 2014 zakończymy z rekordowym wynikiem 30 miliardów złotych pokazują krainę mlekiem i miodem płynącą. Mimo że portfele konsumentów w e-sklepach nie otwierają się jeszcze tak szeroko, jak w handlu tradycyjnym, to właśnie reprezentanci tego drugiego kanału coraz chętniej wybierają sklep online jako uzupełnienie oferty dla swoich klientów.

Online shopping concept.

Do internetu w ostatnich latach zawitały takie marki jak Leroy Merlin, Media-Saturn czy Tesco. Coraz więcej e-sklepów funkcjonuje już powyżej pięciu lat, co pozwala mieć nadzieję na to, że problem krótkiej żywotności takich biznesów – cecha charakterystyczna niemal każdego młodego rynku – minął, a tym samym wkraczamy w etap dojrzewania. Wszyscy, i klienci, i właściciele e-sklepów.

Ciężką pracą…

Niemniej jednak wciąż e-commerce nie jest i nigdy nie będzie – to truizm – kurą znoszącą złote jajka. Jednym z popularniejszych sloganów głoszonych przez lata na temat sprzedaży internetowej było to, że można ją prowadzić, w zasadzie nie mając styczności z produktem. Wszystko robi się samo, a sprzedawca zajmuje się tak poważnie brzmiącymi zajęciami, jak np. „budową marki” albo „marketingiem”.

sklep prl

Dzisiaj w 2014 świadomi sprzedawcy wiedzą, że samo nie robi się nic, a na pewno nie sukces w e-commerce. Dziesiątki prób w rozmaitych branżach, tysiące pomysłów, niebezpieczne zbliżanie się do granicy bankructwa, to tajemnica Poliszynela wielu dobrze prosperujących dzisiaj e-biznesów. Za nimi wszystkimi stał upór, podążanie w jasno obieranych kierunkach i przede wszystkim lata doświadczeń, które zdobywali w kolejnych biznesach. Myli się ten, kto spoglądając dzisiaj w kierunku jednego czy drugiego prężnie działającego biznesu internetowego, mówi: ale im wyszło. Otóż nic nie wyszło, a w większości znanych mi dość dobrze sklepów było okupione latami ciężkiej, żmudnej pracy, a tak zwanych „prób i błędów” było w międzyczasie bez liku.

tooth_fairy_ideas

E-handel to bowiem nie tylko szanse, to ciągłe zagrożenia, a chcąc konkurować na tym trudnym i bezlitosnym rynku, trzeba być krnąbrnym, upartym, a przede wszystkim nie dać się złamać pierwszym napotkanym problemom. Czym będzie za 40 lat? Niech martwi się wróżka Zębuszka.