W pogoni za wiedzą…

Refleksje spod lawiny szkoleń za unijne pieniądze

Wiele razy zdarzyło mi się otrzymać z tego czy innego newslettera, ale też mniej lub bardziej przemyślanego mailingu zaproszenie do udziału w szkoleniu. Od sprzedażowych, przez cały zakres miękkich kompetencji, po embedowanie contentu przez html’owy widget. Sam będąc od kilku lat czynnym szkoleniowcem (sporadycznie używam słowa trener, bowiem są tacy, którym samo słowo ‘trener’ jeży włos […]

pęd do wiedzy2

Wiele razy zdarzyło mi się otrzymać z tego czy innego newslettera, ale też mniej lub bardziej przemyślanego mailingu zaproszenie do udziału w szkoleniu. Od sprzedażowych, przez cały zakres miękkich kompetencji, po embedowanie contentu przez html’owy widget. Sam będąc od kilku lat czynnym szkoleniowcem (sporadycznie używam słowa trener, bowiem są tacy, którym samo słowo ‘trener’ jeży włos na głowie), przyglądam się tym ofertom, niekiedy wnikliwie analizując poszkoleniowy feedback, zwłaszcza ten, który echem odbija się po różnych forach. I mnie to swego czasu dotknęło, kiedy przeczytałem, że jakiś „Kojak“ (nawiązanie zapewne do mojej skromnej za sprawą czynników naturalnych, nie zaś autostylizacji, fryzury) opowiadał jakieś cuda, twierdząc, że firma X (mniejsza o jej nazwę) dba o klientów. Ot, klasyczne niezrozumienie roli trenera w cyrku, na który samemu kupiło się bilety. Życie…

pęd do wiedzy5

Na rynku szkoleń różnie bywa – to wiedzą wszyscy zainteresowani

Wszystko za sprawą tworzonych jak grzyby po deszczu akademii za unijne pieniądze. To one sprawiły wysyp niskobudżetowych ekspertów, którzy gotowi są swoje know-how (niektórzy mają know-how, inni przeważnie tylko how-how) sprzedawać po 80 złotych brutto za godzinę. Udało mi się cichaczem uczestniczyć w kilku konkurencyjnych wobec siebie projektach i spotkać wielu mniej lub bardziej radośnie podchodzących do swojej pracy wykładowców. Z reguły staram się wtedy być uczestnikiem typu „milczek razowy, ze spojrzenia podobny do krowy“. Raz, aby nie popsuć komuś zabawy; dwa, aby nie zachwiać ukształtowanym od pierwszych minut charakterem szkolenia. Nie uczę się już niczego nowego, ale chętnie przyglądam się temu, jak w praktyce wdrażane są różne niezwykle mądre techniki szkoleniowe.

Wespół z kilkoma szkoleniowcami zdarza mi się pracować przy wspólnych projektach. Bywa, że dzielimy się między sobą spostrzeżeniami na temat uczestników, tego jak reagowali, czy byli grupą aktywną, czy nie. Wreszcie, co rzadkie, również na temat tego, co też potencjalnie udało nam się pozostawić w głowach coachowanych na własne życzenie ludzi. I tu też refleksja niezbyt pocieszająca, bowiem z moich obserwacji wynika, że nawet

80% uczestników źle wybiera szkolenia

Mniejsza o sytuacje, kiedy to pracodawca deleguje swojego pracownika, aby ten wzmocnił swoje kompetencje. I tak ludzie zaawansowani, pracujący na co dzień nad danym zagadnieniem, potrafią notorycznie pojawiać się na tematach opracowanych dla grup podstawowych. Dotyczy to także studiów podyplomowych, a nawet modnych w ostatnich latach studiów MBA. Bywa, że przedmiotem szkolenia są rzeczy zbyt łatwe nawet dla 20-30% uczestników. Cóż z tego, skoro są one odpowiednie dla pozostałych 70-80? Szkolenie to jednak nie szkoła, w której nauczyciel musi zrealizować program, niekiedy za wszelką cenę, nie bacząc na to, co pozostaje w głowach uczniów. Szkolenie robione jest dla tych, którym jest potrzebne. I jeśli wykładowca/trener/coach zdoła w ciągu pierwszych pięciu-dziesięciu minut określić, z jakim materiałem ludzkim ma do czynienia, to z pewnością dostosuje się do większości, a nie do narzekającej w ankietach mniejszości. Zresztą… poszkoleniowe ankiety to temat na odrębny felieton.

pęd do wiedzy4

 W całej tej pogoni za wiedzą niemal wszyscy ulegli modzie na nieustanne kształcenie. Chodzi się na kursy, szkolenia, akademie, zapisuje się na kolejne studia. Szkolą się niemal wszyscy: psychologowie, sprzedawcy, kasjerki, listonosze i fryzjerzy

W końcu nie szkolić się dzisiaj, to grzech śmiertelny

Szkolenia nie są też wolne od szarlatanerii, ale i ją należy usprawiedliwić. W końcu tak długo, jak długo ktoś zechce płacić ciężkie pieniądze po to, aby dowiedzieć się, że ma wysłać newsletter raz w tygodniu lub odpowiadać pod cytatem, bo tak każe netykieta, nie można mieć pretensji, że są i ci, którzy sprzedając tę „tajemną“ wiedzę, zarabiają pieniądze. Tak długo, jak długo atrakcyjnym szkoleniowo chwytem rodem z NLP będzie tekst „spróbujcie Państwo teraz nie myśleć o różowym słoniu“, sytuacja nie ulegnie zmianie. Wolny rynek weryfikuje wszystko. I nic zarazem, bowiem ofert przybywa, a potencjalny przyszły beneficjent i tak nie ma wielkiego wpływu na to, z kim przyjdzie mu współpracować, on tylko zgłosił swój akces do udziału w projekcie, nic więcej. Reszta… to przetarg. Reszta jest w końcu milczeniem.

W środowisku trenerskim z pewną ekscytacją oczekuje się „wyczerpania“ unijnych dotacji

To paradoks, ale nie ma chyba drugiego zawodowego środowiska tak jednoznacznie wskazującego straty, jakie przyniosły projekty w ramach PO KL. I nie ma się czemu dziwić, w końcu grupa zawodowa przyzwyczajona do relatywnie wysokich zarobków musiała nagle pogodzić się z tym, że tuż obok pojawili się nikomu nieznani eksperci, którzy za kilkadziesiąt złotych gotowi byli wykonać pracę, za którą wcześniej brało się niekiedy po kilka, a nawet kilkanaście tysięcy złotych. Szkolenia straciły wiele na jakości, stały się chlebem powszednim dla kilku tysięcy ludzi. Niektórzy nawet nie odróżniają projektów, w których biorą udział. Nie stanowi to dla nich problemu, w końcu pracują i tak na stałej puli 100 slajdów, z których powstaje opracowanie niemal na każdy temat. 

pęd do wiedzy3

Co dalej?

Nic. Ostatecznie winę za aktualną sytuację ponoszą wszyscy. I ci, którzy zdobyli dofinansowanie na projekt, ale przecież nie dla projektu, lecz dla siebie samych, i ci, którzy godzą się na gaże znacznie poniżej wartości danego zagadnienia. Wreszcie winni są uczestnicy. Skąd bowiem to niczym nieuzasadnione przekonanie, że za parę złotych można dowiedzieć się: jak prowadzić dochodowy biznes albo opanować najlepsze techniki sprzedaży? Szkolenie musi kosztować. Nie tylko dlatego, że trener tak chce, nie tylko dlatego, że wiedza kosztuje, ale dlatego, że kiedy już wszyscy będziemy specjalistami od wszystkiego (a naród nad Wisłą ma ku temu niemałe predyspozycje), trudno nam będzie zachować konkurencyjność, która przecież jest kołem zamachowym rozwoju. Nie tylko gospodarczego…