Co charakteryzuje dobry copywriting sprzedażowy

Teksty, które sprzedają – co warto o nich wiedzieć

Aby skonstruować dobry tekst sprzedażowy, warto – jeśli jest to nasza pierwsza próba – zrobić sondę wśród najbliższych znajomych (rodziny, kolegów) – co chcieliby przeczytać, gdyby mieli zdecydować się na zakup produktu w internecie. Co będzie dla nich interesujące, a co kompletnie nie. Wtedy przekonamy się, że jeśli podamy w tytule oferty parametry, nazwę producenta i stan […]

copywriting

Aby skonstruować dobry tekst sprzedażowy, warto – jeśli jest to nasza pierwsza próba – zrobić sondę wśród najbliższych znajomych (rodziny, kolegów) – co chcieliby przeczytać, gdyby mieli zdecydować się na zakup produktu w internecie. Co będzie dla nich interesujące, a co kompletnie nie. Wtedy przekonamy się, że jeśli podamy w tytule oferty parametry, nazwę producenta i stan przedmiotu (nowy czy używany), to wypełniliśmy już niemal każdą konieczną rubrykę.

Po pierwsze więc: kto pyta, nie błądzi

question mark with speech bubles, vector on the abstract background

Po drugie: zmuś do działania

Pamiętaj, klient jest leniwy, ale wykorzystujemy tę jego cechę w inny sposób, niż zadręczając go historią czerpania pierwszych papirusów tylko dlatego, że sprzedajemy akurat… książkę. Klient nie ma ochoty zapoznawać się z dłuższym tekstem. Nigdy też nie przescrolluje zbyt wielu ekranów własnej przeglądarki w poszukiwaniu odpowiedzi na ważne pytania.

Co zatem należy zrobić? Podać mu tę odpowiedź zwięźle, w krótkich pojedynczych zdaniach, a najlepiej wymienić cechy przedmiotu po przecinku. Bardziej zaawansowaną metodą jest również wykorzystanie zasady call to action. Ten copywriterski trick polega na sprowokowaniu klienta do działania, które w sposób bezpośredni wymaga zaspokojenia potrzeby zakupowej. Takim call to action w podstawowym wymiarze jest na przykład znane z Allegro „kup teraz“, ale można wykorzystać to na każdej stronie sprzedażowej, bez konieczności rozróżniania formatu zakupowego. Kiedy organizujemy promocję, wówczas hasło: „Tylko teraz za 50%” jest wystarczającym wezwaniem potencjalnego nabywcy do działania.

call-to-action

Po trzecie: sprzedawaj korzyści, a nie cechy

Bardziej zaawansowaną techniką jest umiejętne wykorzystanie języka korzyści, jakże często mylonego w polskiej e-sprzedaży z językiem zalet. Mój Przyjaciel, Sławomir Rajch, znakomity copywriter, zwykle pokazuje tę różnicę na prostym, idealnie porządkującym te rzeczy przykładzie. Załóżmy, że mamy do sprzedania dwuwarstwowe, pachnące fiołkami worki na śmieci o pojemności pięćdziesięciu litrów. To, że worki są mocne, to oczywiście zaleta wynikająca z cechy dwuwarstwowości tychże. Jeśli jednak chcielibyśmy odwołać się do języka korzyści, to musimy sprowokować klienta do pomyślenia, że skoro worek jest mocny, duży, dwuwarstwowy i jeszcze pachnie, to na przykład nie będzie musiał schodzić tak często do zsypu w swoim wielkopłytowym arcydziele architektury poprzedniego ustroju.

blokowisko prl

Po czwarte: skracaj i się nie bój

Kiedy już przygotujemy nasz sprzedażowy tekst i jesteśmy zadowoleni z naszego dzieła, warto zastanowić się nad tym, czy można go skrócić. Opis produktu nie jest rozprawką na temat Doktora Judyma ani innej Siłaczki. Ma być zwięzły, krótki, wręcz surowy. Dlaczego? Dlatego, że klient jest leniwy i na nasze popisy lingwistyczne zwyczajnie nie ma ochoty. Nieco więcej tekstu, ale też bez przesady, możemy zostawić w przypadku przygotowywanej drukowanej ulotki. A niemal nic nie powinno pozostać, kiedy zdecydowaliśmy się przygotować banner reklamowy z produktem. W praktyce na bannerze poza call to action nie powinno znajdować się nic.

copywritingKiedy korzystamy z usług agencji marketingowych, warto mieć oko na wyczyny tzw. „nowego grafika“, który nierzadko ma właśnie ochotę przygotować kapitalną kreację, która w dziesiątej sekundzie dosłownie eksploduje na naszej stronie. Kłopot jest jeden. Od ośmiu sekund nie ma już na niej naszego klienta, który nie zapoznawszy się odpowiednio wcześniej z hasłem na kreacji, zwyczajnie jest już dwadzieścia stron dalej.